Włodzimierz Schmidt we wspomnieniach córki

Są historie, które zaczynają się od wielkich planów. Ta zaczęła się od ping-ponga. Włodzimierz Schmidt po latach wspominał, że jako chłopiec chodził do świetlicy poznańskiego „Gazownictwa”, gdzie grano w tenisa stołowego. System był prosty: przegrywający odpada. A kiedy młody Włodzimierz odpadał, przechodził do mniejszej sali obok, gdzie grano w szachy. Jak sam mówił, niepowodzenia przy stole „odbijał” sobie przy szachownicy. I chyba odbił sobie znakomicie.

Urodzony w Poznaniu Włodzimierz Schmidt stał się jedną z najważniejszych postaci w historii polskich szachów. Był pierwszym polskim szachistą, który wypełnił normy i otrzymał tytuł arcymistrza FIDE. Siedmiokrotnie zdobywał mistrzostwo Polski w szachach klasycznych, 14 razy reprezentował Polskę na olimpiadach szachowych, a w szachach błyskawicznych należał do absolutnej krajowej czołówki. Łącznie zdobył aż 16 tytułów mistrza Polski.

Za tym imponującym dorobkiem stał jednak nie tylko wybitny sportowiec, ale również człowiek zapamiętany przez najbliższych jako osoba niezwykle skromna. – Tata był osobą spokojną, z ogromnym dystansem do siebie i świata. Lubił żartować. Był bardzo skromny mimo tylu sukcesów zawodowych – wspomina jego córka, Anna Kram.

Schmidt był symbolem pracowitości, świetnego przygotowania teoretycznego, znakomitej techniki i niezwykłego refleksu. Sam tłumaczył, że „refleks szachisty” to nie prosty odruch, ale umiejętność błyskawicznej oceny pozycji, policzenia wariantów, dostrzeżenia gróźb przeciwnika i wykonania ruchu, często w zaledwie kilka sekund.

Szachy były obecne także w życiu rodzinnym Arcymistrza. Anna Kram wspomina coroczne wyjazdy na turniej do Pragi. – Tata grał, przygotowywał się do kolejnych partii, a my z mamą biegałyśmy po domach towarowych, których za komuny jeszcze w Polsce nie było. Ojciec próbował zarazić ją miłością do królewskiej gry. Jako nastolatka grała w klubie szachowym Pocztowiec, a także jeździła z nim na zgrupowania szachowe dla kobiet do Zakopanego. – Bardzo miło wspominam ten czas. Ostatecznie nie zostałam szachistką, miałam inne zainteresowania – przyznaje córka pierwszego polskiego arcymistrza.

Dla polskich szachów Włodzimierz Schmidt pozostaje postacią historyczną. Poznaniakiem, reprezentantem kraju, arcymistrzem, trenerem, działaczem i człowiekiem, który przez dekady współtworzył rangę tej dyscypliny w Polsce. Dla rodziny był przede wszystkim tatą i dziadkiem. – Jestem bardzo dumna z taty. Zawsze się nim chwalę i mówię o sobie, że mam dobre geny. Tęsknię za nim i jestem wdzięczna za czas, który spędził ze mną i z moimi dziećmi. Był cudownym tatą i dziadkiem – podkreśla Anna Kram.

Wspominając Arcymistrza Włodzimierza Schmidta, przypominamy więc nie tylko jego tytuły, medale i sportowe osiągnięcia. Przypominamy drogę człowieka, który od świetlicowej szachownicy doszedł do miejsca w panteonie największych polskich szachistów, pozostając przy tym osobą ciepłą, skromną i bliską swoim najbliższym.

Jego pamięć uczczą w tym roku uczestnicy III Memoriału Arcymistrza Włodzimierza Schmidta. Turniej rozpocznie się 20 lipca i potrwa do 28 lipca.